środa, 14 grudnia 2011

Wciąż wracam...


Wciąż wracam....

Spadam
Powoli spadam
Czy kiedyś oprę się spadaniu?
Czy powietrze stanie się gęste?

Wznoszę się
Na chwilę wznoszę się
By z podniesioną głową spojrzeć Ci w oczy
Byś po raz kolejny mógł mnie wyśmiać

Pozwalam Ci
Godzę się na to, byś mnie ranił
Po raz kolejny próbuję to wytrzymać
Zaciskam pięści - to ostatni pocałunek

Walizka pełna żalu
Tym razem odchodzę
Wciąż się waham
Spadanie boli


Niepewność


 Odszedł sezon spadających liści
Ni to zimno, ni ciepło w sercu
Zapach drewna z kominka
Deszcz i wiatr za oknem

Gdzie podział się biały puch?
Kto ukradł śnieg?

Nie oczekuję już na dzwoneczki
Nie wierzę w Świętego Mikołaja
Ubieram Świąteczne Drzewko
Pakuję prezenty w pośpiechu

Czy znajdę szczęście pod Choinką?
Czy znów otrzymam rózgę?

wtorek, 18 października 2011

Skłamać czy powiedzieć prawdę?


Nie jest tak jak było kiedyś
Mam rację, czy może się mylę?
Być może to moja chora wyobraźnia
Widzę oddalające się powoli szczęście
Odchodzi w ciszy, z podkulonym ogonem

Znów pytasz mnie jak minął dzień
Jesteś pewien, że chcesz usłyszeć prawdę?
Czy  kolejny raz mam skłamać, bo tak łatwiej?
Chcesz usłyszeć jak bardzo boli niepewność?
Mam powiedzieć Ci, jak bardzo potrafi ranić cisza?

Znów powtarzam - “Wszystko w porządku”
Czuję się jak marionetka sterowana strachem
Sama już nie wiem kogo chcę tym przekonać
Czy wmówić sobie, że cisza to mój wymysł?
Czy zmazać z Twych myśli wyrzuty sumienia?

poniedziałek, 10 października 2011

Szeptem mówi serce

W ciszy inspirację pragnę znaleźć
Gdy nikt nie szepcze
Pragnę by krzyczał mój umysł
Gdy nie słyszę krzyku
Pragnę słyszeć szept mego serca

I tylko cisza wciąż mówi
Szepce o samotności
Bez słowa

W braku słów skryć tajemnicę
Nic nie mówić
Po prostu być
Po prostu oddychać

I tak nikt mnie nie słyszy
Nikt nigdy nie pyta
Nikt się nie uśmiecha

Więc ja za uśmiechem skryję łzy
Wierzę, że doda mi odwagi
Już nigdy nie będę płakać
Kiedy usta się uśmiechają
Serce zapomina

W smutku chcę odkryć piękno
W każdej chwili odkryć blask
I nawet we łzach
I nawet w bólu
Pragnę odnaleźć światło

niedziela, 2 października 2011

Boję się

Ostrożnie ważę każde słowo
By więcej słodyczy niż bólu było
Chcę Cię rozbawić
Niepotrzebny płacz
W końcu sama płaczę w ciszy
To mnie serce boli

Chcę śmiać się razem z Tobą

Chciałabym by się ułożyło
Mówisz, że poginęły puzzle
Więc szukam ich wytrwale
W przyszłości i przeszłości
W śmiechu i we łzach naszych
Czy uda mi się je odnaleźć?

Czy możemy cofnąć zegar
By nigdy ich nie zgubić?

Wiem dobrze co czujesz
Trudno ze mną wytrzymać
Te zmienne humory
Ciągłe zapominalstwo
Brak zdecydowania
Wciąż próbuję siebie odnaleźć

Czasem z trudem sama to znoszę
Chcę miłości, przyjaźni i szczęścia
Lecz boję się, że wszystko stracę.

Chcę być znów sobą
Lecz boję się pokazać twarz.

czwartek, 29 września 2011

Jedynie cisza

Znów poszło coś nie tak
Słowa niewypowiedziane
Odbiły się echem w umyśle
Cisza przecięła serce jak nóż
Ból był milczeniem
Milczenie stało się bólem

Ciało skulone w kłębek
Mocno zaciśnięte pięści
Modlitwa płynąca z serca
Czy tak to ma wyglądać?
To już na zawsze?
Czy jest sposób by zapomnieć?

Trzy zwrotki o bólu
Jeden wers o szczęściu
Czy tak wyglądać ma ta pieśń?
Za chwilę szczęścia zapłatą łzy
Nie chcę już płakać
Nie chcę już śpiewać

Ostatni raz cicho otworzę usta
Dlaczego Anioły milkną?
Gdzie podziały się wskazówki?
Kto połamał drogowskazy?
Dlaczego widzę coraz mniej?
Poza moim śpiewem jedynie cisza

wtorek, 27 września 2011

Słowo

Ukradł słowa z mych myśli
Nagle zapomniałam
Jak otwiera się usta
Jak więc mogę powiedzieć
Jak wyrazić co czuję

Schwycił silnie me serce
Nagle zapomniałam
Jak sprawić, by znów biło
Co zrobić by bolało mniej
Jak sprawić by odszedł

Wystarczyło tylko słowo
By sprawił mi ból
Jednym słowem sprowadził łzy
Wciąż mam nadzieję
Wierzę, że wystarczy tylko słowo

Jedynie słowo
By odszedł na zawsze

czwartek, 18 sierpnia 2011

Uśmiech na pożegnanie

Zamykam oczy
Czuję spływające łzy
Wiem, że to ty
Wiem, że to właśnie ty
Moje serce krzyczy
To tak bardzo boli
Miłość nie jest dla mnie
Wiem, że nie jest
Wiem, że muszę
Muszę to zrobić dla Ciebie
Choćbym miała przez to umrzeć
Chociaż wiem, że to naprawdę Ty
Największa miłość mojego życia


Nawet jeśli serce boli
Muszę pozwolić Ci odejść
Muszę pozwolić Ci wzlecieć
Nawet jeśli będę płakać
Ten uśmiech oznacza koniec
To uśmiech na pożegnanie

Nie płacz
Nie zasługuję na Twe łzy
Nawet na jedną z Twoich łez

Proszę, odwróć się
Tak trudno powstrzymać je
Będą płynąć (one już płyną)
Czuję, że umieram
Moje serce płonie
Wiem jak bardzo boli
Odrzucona miłość
Nasza miłość (Twoja miłość)
To czym była
Czy zostaną w twej pamięci
Te wspólnie spędzone chwile
Wiedz, że zapamiętam każdą z nich ( czy zapamiętasz je?)

Nawet jeśli serce boli
Muszę pozwolić Ci odejść
Muszę pozwolić Ci wzlecieć
Nawet jeśli będę płakać
Ten uśmiech oznacza koniec
To uśmiech na pożegnanie

Płyną
Nie potrafię ich powstrzymać
Przepraszam, że Cię zraniłam
Tak będzie lepiej
(Nawet jeśli wciąż Cię kocham)

środa, 10 sierpnia 2011

Czas przebaczenia.

Kolejny łyk gorącej kawy
Wokół aromatyczna para
Unosi się i opada
Jak moja dusza
Jak moje ciało

Niewielka doza gorzkich wspomnień
Osłodzona ludzkim uśmiechem
Dziś nie pamiętam zbyt wiele
Bolesne słowa
Złamane serce

Unosząc się zamykam oczy
Wspomnienia przeszłości odchodzą
Pragnę po prostu przebaczyć
To tylko przeszłość
Tego już nie ma

Zachowam je głęboko w sobie
Ukryję przed innymi ludźmi
To nauczyciele życia
Dawne cierpienia
Błędy z przeszłości

Dziś nadszedł czas przebaczenia…

Szept złamanego serca

Zamknęłam serce w ciasnej klatce
Zawiązując mu oczy czarną wstęgą
Nie chciałam patrzeć na świat z jego perspektywy
Nie chciałam ślepo wierzyć w obietnice bez pokrycia

Wysuszyłam wszystkie dawne łzy
Walczyłam z ostatnią kroplą nadziei
Chciałam wierzyć, że nowe nigdy nie popłyną
Głęboko wierzyłam, że uśmiech może zamrozić ból

Zawiodłam się… 
Mój świat daleki jest…
Daleki od oczekiwań
Cisza już nie przynosi snu

Miłość sprawiła mi ten ból
Ta, która powinna cieszyć
Powinna dać skrzydła
Przyniosła ból 

Uwięzione serce wciąż bije
Uderza mocniej gdy usłyszy jego głos
Chociaż staram się je uciszyć - ono krzyczy 
Moja dusza z całych sił wykrzykuje pewne imię

Uśmiech wcale nie przyniósł szczęścia
Wydaje się, że skusiłam nim diabła
Lodowe sople rozdzierają moje serce
Ono szepce... to przez zamarzające łzy tak cierpię.

wtorek, 3 maja 2011

Ostatni taniec

Moje oczy już nie błyszczą
Nie tak, jak kiedyś
Gdy byłam dzieckiem
I z całej siły kochałam świat

Nie tak jak kiedyś
Gdy tańczyłam boso na trawie
W rytm ptasiego trelu
A moje włosy rozwiewał wiatr

Jednak wciąż lśnią…

Dostrzeżesz to, gdy mnie spotkasz
Nawet jeśli skryję się za własnym cieniem
To wciąż będę ja, choć nie taka jak kiedyś
Ta sama ja, jedynie bardziej ostrożna

Sztuczny uśmiech przyozdobi mą twarz
I podam Ci dłoń, choć będzie zimna
W końcu pomyślisz, że jest jak dawniej
Czy kiedykolwiek liczyła się prawda?

Naiwność znów przejmie pierwsze skrzypce
Jednak  pozwolę im zatańczyć
Ostatni walc Nadziei i Strachu
Nawet jeśli narodzi się ból

Bo to wciąż ja…

piątek, 1 kwietnia 2011

Ktoś inny

Znów chowam swe uczucia
Trzymając cię za rękę
Patrząc ci w oczy
Udając szczęście

Chociaż w głębi duszy wiem…
To nie mój świat
Nie mój uśmiech
To nigdy nie byłam ja

To był ktoś inny…

Moje Drabble.

Kochając


Już nigdy mnie nie skrzywdzi.

Był tam. Słyszałam jego spokojny oddech i nie mogłam uwierzyć, że to ten sam mężczyzna. Śpiąc wyglądał tak niewinnie. Podchodząc bliżej zauważyłam uśmiech na jego twarzy, tym razem pozbawiony cynizmu. Znów wątpliwości. Dotknęłam delikatnie jego policzka. Wiedziałam, że muszę to zrobić. Nie miałam wyjścia.
- Przepraszam - wyszeptał otwierając oczy - już nigdy więcej…
Jedno spojrzenie sprawiło, że zmiękłam. Serce wygrało walkę z rozumem. Wsunęłam walizki pod łóżko i wtuliłam się w jego ramiona. Po raz kolejny uwierzyłam, że miłość może oznaczać nie tylko ból. Tak bardzo go kochałam.

Po raz kolejny żywiłam się złudzeniami


Zabawka 


Dał jej niebo.

Dwa ciała splecione w namiętnym tańcu, pląsały w rytm delikatnej muzyki. Niczym nie skrępowani. Jego uśmiech mógł znaczyć naprawdę wiele - był obietnicą miłości, wieczności i rozkoszy. Bała się przyznać, co tak naprawdę czuła. Kochała go. Ufała mu. Skąd mogła wiedzieć?
Była jego zabawką.
Teraz, stoi tam. Patrzy na niego, nie potrafiąc udawać, że nic się nie wydarzyło. Z całej siły zaciska dłonie w pięści, by się nie rozpłakać. On jej nie zauważa. Udaje wręcz, że widzi ją po raz pierwszy.
- Kocham cię - szepcze do ucha… innej kobiecie.
Złamał jej serce.

Zepchnął do piekieł.

wtorek, 29 marca 2011

Wciąż wierzę

Wciąż wierzę.
Tak trudno przyznać się do własnych marzeń
Wyznać, że wciąż z głową w chmurach chodzę
Spojrzeć w oczy światu, by wykrzyczeć
Wciąż wierzę w to, że wszystko się ułoży!

Tak bardzo pragnę zamknąć oczy
Wymazać ze swej pamięci
Wszystko to, co sprawiło ból
Choć wiem, że to niemożliwe

Mimo to, wciąż się uśmiecham
Biorę z życia to, co mi daje
Wciąż w głębi serca mam marzenia
Te których się nie wyrzeknę

Wciąż wierzę w miłość
Nawet jeśli nie przynosi kwiatów
Wciąż wierzę w szczęście
Nawet jeśli rzadko się uśmiecha

Chociaż wiem, że Matką Głupich ją zwą
Trzymam się jej czułych, matczynych ramion
Ze łzami w oczach błagam, by została
Bo bez niej życie staje się pustką

Wciąż trzymam jej dłoń
Nie potrafię wyrzec się nadziei
Wciąż się uśmiecham
Wierzę, że błędy da się naprawić

środa, 23 marca 2011

Byłam

Byłam gdy mnie potrzebowałaś
Wyciągałam pomocną dłoń
Widząc Twoje spływające łzy
Nie brakowało mi odwagi
Gdy przyszło stanąć w Twej obronie

Ty mnie zraniłaś

Pewnego dnia nadzieja umarła
Pogrzebałam ją w popiołach
Tego, co kiedyś było przyjaźnią
Co łączyło mnie i Ciebie
Pogrzebałam naiwność

Bardzo bolało

Widziałam twoją rozbawioną twarz
Gdy patrzyłaś na moje łzy
Potrzebowałam twojego wsparcia
Ty odwróciłaś się, od tak
Jak wszyscy inni

Zgubiłam zaufanie

niedziela, 20 marca 2011

INNA BAJKA


Patrzę z uśmiechem w błękit nieba
Bo chcę napisać coś pięknego
Bo do szczęścia niewiele trzeba
Prócz  losu Ci sprzyjającego

Uśmiecham się wdzięcznie do słońca
Które zachęca promieniami
Do bycia sobą bez końca
Do brania życia garściami

Chwytam w dłoń białą różę
Która samotnie w ogrodzie rosła
Wiem - postarać się muszę
By ma opowieść duszę uniosła

Więc moja historia tak się zaczyna
Za górą, za lasem, morzem szerokim
Był Książę i była młoda dziewczyna
W oddali czaiły się również smoki

Pięknością i dobrocią Aniołom dorównywała
Niestety w biednej wiosce, gdzieś na uboczu mieszkała
Bogaty, rozpieszczony Książę był mniej cnotliwy
Liczyło się dla niego tylko by był szczęśliwy

Ich drogi splotły się niespodziewanie
Książę dostrzegł na swej drodze Anioła
Nie był pewien czy to już zakochanie
Czy takiej urodzie oprzeć się zdoła

Mała Księżniczka - zwykł nazywać ją
Przystojny Książę jak uroczy sen
Chciała mu ofiarować rękę swą
Lecz znikał zawsze gdy nadchodził dzień

Gdy gwiazdy niebo oświetlać miały
Księżyc jedynym światkiem był
Ich ciała i umysły znów się spotykały
Lecz Książę nadal coś przed nią krył

Pewnego dnia usłyszała tę straszną wieść
W zamku odbyły się zaręczyny
Nie wiedziała czy zdoła to znieść
Książę całował usta innej dziewczyny

Naiwna Biedaczka i Książę szelma
Nadzieja płocha i wielka miłość
Mimo bólu wiedziała, że musi być dzielna
Choć dla niej złamanym sercem się to skończyło

Jednak po latach życie Biedaczki się zmieniło
Pojawił się mężczyzna jak Anioł dobrotliwy
Teraz radością jest to co kiedyś bólem było
Jedynie Książę w zamku swym przestał być szczęśliwy

czwartek, 17 marca 2011

Już nie...

W ciemnościach skrywam płynące łzy
Nie mówię nikomu, gdy boli
Nie krzyczę gdy coś idzie źle
Z kieszeni sypię kłamstwami

Nie wierzę już w spadające gwiazdy
Które życzenia me spełniać miały
Nie wierzę w czterolistną kończynę
Której niegdyś szukałam wśród traw

Uśmiecham się, gdy tak trzeba
Przez sitko kultury cedzę słowa
Szczerość chowam na końcu języka
Wiem jak rani ludzka mowa

Nie biegam boso wśród świeżo ściętych traw
Nie łapię już spadających płatków śniegu
Własne sny schowałam w starej szkatułce
Klucz ukryłam gdzieś na dnie serca swego

Jedynie czasem ten nieznany ból serce ściska
Bo wiem, że dorosłam, po drodze gubiąc marzenia

środa, 16 marca 2011

Marionetka

Marionetka

Czuję ten dotyk na mojej skórze
Chłód wciąga mnie coraz głębiej
Moje ramiona rozpostarte szeroko
To nie skrzydła, a jednak latam
Na powierzchni unosi się moje ciało
Pode mną tylko ból i rozpacz
Jestem słaba - a jednak walczę

Unoszę się wyżej wstrzymując oddech
Rozgarniając drżącymi dłońmi uczucia
Nie jestem stworzona dla pustki i samotności
Tak o mnie mówiłeś, a ja ci uwierzyłam
Jednak wciąż są ze mną, tuż obok
Mocnym uchwytem łapią palce moich stóp
Próbują ściągnąć mnie w dół, jeszcze głębiej
Są silne - a jednak jestem silniejsza

Powiedziałeś mi, że to jedyny sposób
Rozłożyć ramiona jak skrzydła
Pazurami rozdzierać serca
Prośby o pomoc zbywać
Obojętnym wzruszeniem ramion
Udawać niewzruszoną na krzyk
Obojętną na smutek
Starać się nie utonąć
Brnąc do celu z całych sił
Zabijając siebie -krzywdząc innych

Powiedziałeś mi, że tak będzie dobrze
Obiecałeś, że dzięki temu będę szczęśliwa
Obojętność miała być obroną przed bólem
Więc serce schowane w zaciśniętej dłoni trzymam
"Dzięki temu nikt cię nie zrani"
Tak brzmiały twoje obietnice

Dlaczego więc czuję, że tonę?
Moje serce bije wciąż
Jednak innym rytmem
Znikła dawna harmonia
Melodia miłości

Wciąż jestem obok
Ale jakby zraniona
Jakby martwa
Nawet łzy nie płyną
Usta się nie śmieją
Czy to już koniec?

Byliśmy tacy szczęśliwi
Jednak coś w nas nagle zgasło
Ogień zniknął wraz z uczuciem
Zbudowaliśmy domek z kart

Jak długo wytrzymam chłód
Przecież wiesz jak nie lubię zimy
Pragnę znów poczuć ciepło
Promienie słońca na swojej skórze
Twoje czułe spojrzenia
Dlaczego więc ofiarujesz mi lód?

Zmarznięta pragnę szukać ocalenia
W twoich zimnych oczach
Chociaż wiem, że tam go nie znajdę
A może powinnam się poddać?

Może powinnam…
Pozwolić temu umrzeć…

poniedziałek, 7 marca 2011

Patrzył na dziewczynkę siedzącą pod dębem
Orzechowe włosy rozwiewał wiatr
Twarz skryła w drżących dłoniach
Miał wrażenie, że płakała
Czy mógł być to tylko śmiech?
Czy śmiała się właśnie z niego?

Kiedy podniosła wzrok
Spojrzała w jego stronę
Dostrzegł w niej
Dogasający blask
Uśmiechające się usta
I okryte smutkiem oczy

Przez chwilę źle ją oceniał
Myślał, że nie ma serca
Zatraciła gdzieś uczucia
Nienawidzi przyrody
Teraz widział jak na dłoni
Silne poczucie winy
Malujące się w jej łzach
I miłość do wszystkiego
Co zwykło ją dostrzegać

Nagle dziewczynka podniosła się
Podeszła do niego
Z niewinnym uśmiechem na ustach
Zapytał więc kim jest
Z uśmiechem odpowiedziała, że
Każdy nazywa ją w inny sposób
Dla jednych jest matką głupców
By dla innych być ostatnią deską ratunku.

Chwyciła jego zimną dłoń
Spojrzawszy mu w oczy
Powiedziała, że ją stracił
Dla niego umarła już dawno
Chociaż bez niej nie może żyć
Po czym rzuciła się w przepaść.

Tego dnia stracił wszystko
Nadzieja odeszła
Nadzieja umarła.

piątek, 25 lutego 2011

Motyle

Z radością przeżywając chwile
Uśmiechem witałam dzień
W garście łapiąc szczęścia cień
Jak niegdyś łapałam motyle

Ciepłem chciałam zdusić chłód
Nadal wierząc w iskrę miłości
Naiwna, bo wciąż wierzyłam w cud
W dwie połówki całości

Z trudem oparłam się rozpaczy
W zimnym łóżku uczucia schowałam
Udawałam szczęście, choć cierpiałam
Dziś wiem - mój ból niewiele znaczy

Miałam dość słuchania gorzkich słów
Na kartce napisałam “Żegnaj, bądź zdrów”
Uciekłam, bojąc się tej chwili
Zniknęło szczęście - zabrakło motyli

czwartek, 24 lutego 2011

Naiwna owieczka

W samotności umarła nadzieja
Mówią, że jesteś wszędzie
Wszechwiedzący i Wszechmogący
Gdzie wtedy byłeś?

Zakładałeś się z Szatanem o wiarę
Twoje dzieci - naiwne owieczki
Myślą, że ich nie skrzywdzisz
Już to zrobiłeś

Aniołowi podciąłeś skrzydła
Zrzuciłeś go z nieba - dla zabawy
Poddałeś próbie - tu na ziemi
W piekle niewinnych dusz

Błądzę, ale nadal wierzę
W Twoje opamiętanie
W grzechów odpuszczenie
Wierzę, że mnie kochasz - Panie.

W pojedynkę

Jak wiele jeszcze zniosę
Ile razy muszę próbować
Przyznaję - wina jest moja
Tak trudno o wybaczenie

Zamykam oczy i widzę
Popełnione dawniej błędy
Uśmiechy zamienione w łzy
Zaciśnięte w pięści dłonie

Ile razy mogę przepraszać
By serce twarde jak lód zmiękło
By oczy znów zabłysły szczęściem
Czy tak jeszcze kiedyś będzie

Odchodząc powiedziałeś, że
“Jedynka jest najbardziej samotną z liczb”

środa, 23 lutego 2011

Pielgrzym bez serca

Gdzie podziewa sens życia
Gdy bez celu błądzisz
Ścieżkami istnienia

Gdzie podziewa się odwaga
Gdy uciekasz w strachu
Widząc cudzą krzywdę

Zamykasz się w sobie
Tam nikt cię nie zrani
Nikt nie złamie serca

Najłatwiej zamknąć oczy
By nie widzieć cudzych łez
Smutek cię nie obchodzi

Powiedz, co to za życie
Gdy wyrzekasz się uczuć
I w pustce widzisz sens

Powiedz, jak długo wytrwasz
Odwracając się od ludzi
Samotny pielgrzym - bez serca

wtorek, 22 lutego 2011

Żegnaj

Patrzę jak odchodzisz
Macham Ci na pożegnanie
Przecież wrócisz, prawda?
“Żegnaj” nie musi znaczyć
Że naprawdę mnie porzucasz

To był twój wybór - Ukochany

Powiedz mi, dlaczego?
Gdzie podziała się miłość?
Zwykłeś nazywać mnie ogniem
Przy mnie mogłeś się ogrzać
Jak mogłeś mnie zostawić?

To był twój wybór - Ukochany

Jeśli zależy Ci na łzach - będę płakać
Przecież Cię kocham
Jeśli chcesz, zmienię swe zwyczaje
Wiedz, że zrobię wszystko
By znów zasnąć w Twych objęciach

To był twój wybór - Ukochany

Tak bardzo chciałabym zapomnieć
Lecz wszystko mi o Tobie przypomina
Zapach pościeli, biel sufitu nad moim łóżkiem
Gdzie podział się mój uśmiech?
Bez Ciebie nie potrafię być szczęśliwa

To był twój wybór - Ukochany

Wiem, że kiedyś tęsknota minie
Czerń i szarość odejdą
Tak jak Ty odszedłeś
Udowodniłeś, że nic nie trwa wiecznie
Lecz tak jest dobrze, Ukochany

Znów będę sobą - to mój wybór, żegnaj.

poniedziałek, 21 lutego 2011

Nagle mężczyzna zaśmiał się i zdjął z siebie szarą koszulkę. Wówczas ujrzałam jak z jego nagich łopatek wyrastają skrzydła i byłam niemal pewna, że sprawia mu to ból. Mężczyzna jednak po raz kolejny roześmiał się złowrogo i odwrócił w moją stronę jednym olbrzymim skrzydłem, osłaniając przede mną twarz.
_____________________________________________________
http://chomikuj.pl/White_Pigeon  Poleć znajomym II CZĘŚĆ TAJEMNICY KRUKA JUŻ NA MOIM CHOMIKU

poniedziałek, 14 lutego 2011

krótka notka

Hej Wam.

Mam nadzieję, że dobrze wiecie kochane Czytelniczki, że Was uwielbiam i to się nie zmieni. Wszystkie osoby, które czytają moje opowiadania ( wątpię, żeby czytał to jakiś faacet, a w szczególności ff-y- niestety) są wprost cudowne, ale...
przechodzę chyba przez stan lekkiego załamania i krótko mówiąc mam na wszystko wyj***. Po prostu nie potrafię skupić się na tym co robię. Również emocjonalnie czuję się jakby moja bateria się wyczerpała, więc pisanie idzie mi do dupy - jedyne co mogę to bezmyślnie gapić się w monitor.
Przepraszam Was za opóźnienia z rozdziałami i II częścią Kruka i czegokolwiek innego. Po prostu nie mam siły pisać i nie czuję się z tym dobrze. Nie twierdzę bynajmniej, że mam zamiar przestać pisać. Chyba potrzeba mi krótka przerwa od tego wszystkiego, powinnam się wyluzować i odpocząć, ponieważ czuje się wyczerpana.


Na pocieszenie macie tutaj dwa wiersze....

Zamykam serce


Za towarzystwo obrałam sobie ciszę
Wzdychając do niespełnionych marzeń
Wyobrażam sobie własny uśmiech
Którego nikt nie widział od dawna

Myślę, że tak będzie lepiej…
Dla ciebie i dla mnie

W drżącą dłoń chwytam długopis
Wyciągając ozdobny papier
Piszę jedno krótkie słowo
Zwyczajne “kocham”

Choć nie jestem pewna…
Czy to wciąż aktualne

Zamykam zmęczone powieki
Próbując przypomnieć sobie
Czasy kiedy jeszcze coś czułam
Kiedy potrafiłam zaufać

Wiem, że to odeszło
Tego już nie ma

Otwieram z westchnieniem oczy
Ciche łzy spływają po policzkach
Wypuszczam z drżącej dłoni długopis
Bo nie wiem jak mam się przyznać

Niemy krzyk wyrywa się z mych ust
I z  trzaskiem zamykają się bramy mego serca

 Samotność

Otoczona srebrnym blaskiem księżyca
Czując na sobie dotyk nocnego chłodu
Obserwuję ciemność, która jak płaszcz
Otula wdzięcznie moje miejsca ukochane

Wsłuchując się w ciszę

Niemy szept zimowego wiatru
Krzyczy mroźnym oddechem
Że to nie jest miejsce dla mnie
Zatem gdzie powinnam odejść

Gdzie powinnam udać się tej nocy
By szczęścia zaznać, choć odrobiny
By poczuć ciepło, choć przez chwilę
Gdzie znajdę odpowiednie miejsce

Wsłuchując się w ciszę

W otchłań mroku cofam się powoli
Ściskając dłoń nocy w swojej dłoni
Milczenie pożera mnie, trawi od środka
Znów nie wiem co ze sobą zrobić

Czy zastanawiałeś się kiedyś
Dlaczego samotność tak boli?

czwartek, 13 stycznia 2011

Pusta - bez miłości


Pusta
Wybrana z emocji
Pozbawiona łez
Pragnąca samotności
Pusta

Tęskniąca za kolorami
W czarno-białym świecie
Szukająca ciepła
W lodowej krainie
Jednak wciąż pusta

Miała oczy ślepca
Podarte ubrania
Pomarszczoną twarz
I puste spojrzenie

Spierzchnięte usta
Trzęsące się dłonie
I rany głębokie
Z których sączyła się krew
Wprost z pustego serca

Potknęła się na krawędzi
Krzyczała spadając w przepaść
Zniknęła nie znalazłszy miłości
Pusta


ONI

Jak mogę ukryć swą prawdziwą twarz
Gdy każdy pragnie zerwać maskę
Jak mogę przyznać się do kłamstwa?
Gdy pod uśmiechem ukrywam smutek

Ale oni próbują…

Chcą wedrzeć się do mojego świata
Wejść w butach utaplanych w błocie
Z ciszy wyrwać moje prawdziwe oblicze
By upokorzyć, zdeptać i zhańbić

Dla własnej przyjemności….

Gdy jak robala wdepczą mnie w ziemię
Wyrwie się mój wewnętrzny krzyk
Słowa niewypowiedziane przetną eter
Ból ściśnie me serce i w ciszy spłyną łzy

Moje życie przestanie mieć znaczenie…



O wschodzie słońca

Mrok zapadł niespodziewanie
Księżyc zabrał sen z powiek
Gwiazdy oświetliły umysł
A przecież powinnam spać

Dlaczego więc nie śnię?

Wiem, że dziś nie zasnę
Choć tak bardzo bym chciała
Jak wczoraj i przed tygodniem
Nie jestem w stanie zmrużyć oka

Błagam o sen…

Nadchodzi nad ranem
Gdy słońce walczy o byt
Powieki robią się ciężkie
Umysł zamiera w bezruchu

Nadchodzi kolejny świt…

Walczę ze snem by zobaczyć wschód
Tak bardzo tęsknię za tą chwilą
Gdy stworzenia dnia budzą się do życia
Jednak powieki są zbyt ciężkie

Umieram… 


Wen

Schwyciłam go w dłonie
Gdy chciał odejść
Złapałam za szyję
Zaczęłam dusić

Wyrwałam wszystkie włosy
I połamałam każdą jego kość
Zakneblowałam mu usta
Gdy krzyczał, że ma mnie dość

Przywiązałam do krzesła
By przy mnie siedział
By mnie nie opuszczał
By podarował mi siebie

Następnego dnia zniknął
Wołałam i błagałam
Płakałam przez dzień cały
Ale on nie wracał

Dziś szukam go wszędzie
Zaglądam w każdy kąt
Nie potrafię pisać
Bo mój “Wen” uciekł stąd!

środa, 12 stycznia 2011

O wschodzie słońca.

Mrok zapadł niespodziewanie
Księżyc zabrał sen z powiek
Gwiazdy oświetliły umysł
A przecież powinnam spać

Dlaczego więc nie śnię?

Wiem, że dziś nie zasnę
Choć tak bardzo bym chciała
Jak wczoraj i przed tygodniem
Nie jestem w stanie zmrużyć oka

Błagam o sen…

Nadchodzi nad ranem
Gdy słońce walczy o byt
Powieki robią się ciężkie
Umysł zamiera w bezruchu

Nadchodzi kolejny świt…

Walczę ze snem by zobaczyć wschód
Tak bardzo tęsknię za tą chwilą
Gdy stworzenia dnia budzą się do życia
Jednak powieki są zbyt ciężkie

Umieram…

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Nie patrząc Ci w oczy

Tyle razy powtarzałam
Nie patrząc Ci w oczy
Udając przekonanie
Że już mi nie zależy
Że chcę żebyś odszedł

Nawet jeśli…

Za każdym razem udawałam
Pozorując szczęście
Markując uśmiech
Nie patrząc ci w oczy

A Ty?

Przecież tak łatwo uwierzyłeś
We wszystkie moje słowa
Błysk szczęścia w mym spojrzeniu
I uśmiech na mej twarzy
Tak łatwo uwierzyłeś

A ja?

Za każdym razem
Gdy przestawałeś patrzeć
Zamykałam oczy
Powstrzymując łzy

W samotności…

Zagryzam własne dłonie
Uśmiech nie jest mi potrzebny
Nie muszę znów kłamać
Że już mi nie zależy
Że chcę abyś odszedł

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Winna

Przepraszam za to, że czasem język wyprzedzał myśli
Przepraszam, że w bolesnych chwilach nie miałam twarzy pokerzystki
Przepraszam za łzy, które zmuszeni byliście oglądać
Przepraszam, że czasem tak przychodziło mi po pozorach osądzać
Przepraszam za błędy które popełniłam
Przepraszam również za to, że się zagubiłam
Przepraszam za zmuszenie was do zdrady
Przepraszam, że złamałam wówczas wszystkie swe zasady
Przepraszam też za słowa, które z waszych ust wychodziły
Przepraszam, że wiele razy do łez mnie doprowadziły
Przepraszam za wszystkie wasze troski
Przepraszam, że mój uśmiech dzięki wam nie będzie już nigdy beztroski
Przepraszam za to, że gdy świat ranił nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy
Przepraszam, że po własnych ścieżkach zwykłam kroczyć
Przepraszam za to, że moje życie wam nie służy
Obiecuję, że kiedy umrę to się nie powtórzy.