Mam nadzieję, że dobrze wiecie kochane Czytelniczki, że Was uwielbiam i to się nie zmieni. Wszystkie osoby, które czytają moje opowiadania ( wątpię, żeby czytał to jakiś faacet, a w szczególności ff-y- niestety) są wprost cudowne, ale...
przechodzę chyba przez stan lekkiego załamania i krótko mówiąc mam na wszystko wyj***. Po prostu nie potrafię skupić się na tym co robię. Również emocjonalnie czuję się jakby moja bateria się wyczerpała, więc pisanie idzie mi do dupy - jedyne co mogę to bezmyślnie gapić się w monitor.
Przepraszam Was za opóźnienia z rozdziałami i II częścią Kruka i czegokolwiek innego. Po prostu nie mam siły pisać i nie czuję się z tym dobrze. Nie twierdzę bynajmniej, że mam zamiar przestać pisać. Chyba potrzeba mi krótka przerwa od tego wszystkiego, powinnam się wyluzować i odpocząć, ponieważ czuje się wyczerpana.
Na pocieszenie macie tutaj dwa wiersze....
Za towarzystwo obrałam sobie ciszę
Wzdychając do niespełnionych marzeń
Wyobrażam sobie własny uśmiech
Którego nikt nie widział od dawna
Myślę, że tak będzie lepiej…
Dla ciebie i dla mnie
W drżącą dłoń chwytam długopis
Wyciągając ozdobny papier
Piszę jedno krótkie słowo
Zwyczajne “kocham”
Choć nie jestem pewna…
Czy to wciąż aktualne
Zamykam zmęczone powieki
Próbując przypomnieć sobie
Czasy kiedy jeszcze coś czułam
Kiedy potrafiłam zaufać
Wiem, że to odeszło
Tego już nie ma
Otwieram z westchnieniem oczy
Ciche łzy spływają po policzkach
Wypuszczam z drżącej dłoni długopis
Bo nie wiem jak mam się przyznać
Niemy krzyk wyrywa się z mych ust
I z trzaskiem zamykają się bramy mego serca
Wzdychając do niespełnionych marzeń
Wyobrażam sobie własny uśmiech
Którego nikt nie widział od dawna
Myślę, że tak będzie lepiej…
Dla ciebie i dla mnie
W drżącą dłoń chwytam długopis
Wyciągając ozdobny papier
Piszę jedno krótkie słowo
Zwyczajne “kocham”
Choć nie jestem pewna…
Czy to wciąż aktualne
Zamykam zmęczone powieki
Próbując przypomnieć sobie
Czasy kiedy jeszcze coś czułam
Kiedy potrafiłam zaufać
Wiem, że to odeszło
Tego już nie ma
Otwieram z westchnieniem oczy
Ciche łzy spływają po policzkach
Wypuszczam z drżącej dłoni długopis
Bo nie wiem jak mam się przyznać
Niemy krzyk wyrywa się z mych ust
I z trzaskiem zamykają się bramy mego serca
Samotność
Czując na sobie dotyk nocnego chłodu
Obserwuję ciemność, która jak płaszcz
Otula wdzięcznie moje miejsca ukochane
Wsłuchując się w ciszę
Niemy szept zimowego wiatru
Krzyczy mroźnym oddechem
Że to nie jest miejsce dla mnie
Zatem gdzie powinnam odejść
Gdzie powinnam udać się tej nocy
By szczęścia zaznać, choć odrobiny
By poczuć ciepło, choć przez chwilę
Gdzie znajdę odpowiednie miejsce
Wsłuchując się w ciszę
W otchłań mroku cofam się powoli
Ściskając dłoń nocy w swojej dłoni
Milczenie pożera mnie, trawi od środka
Znów nie wiem co ze sobą zrobić
Czy zastanawiałeś się kiedyś
Dlaczego samotność tak boli?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz