poniedziałek, 7 marca 2011

Patrzył na dziewczynkę siedzącą pod dębem
Orzechowe włosy rozwiewał wiatr
Twarz skryła w drżących dłoniach
Miał wrażenie, że płakała
Czy mógł być to tylko śmiech?
Czy śmiała się właśnie z niego?

Kiedy podniosła wzrok
Spojrzała w jego stronę
Dostrzegł w niej
Dogasający blask
Uśmiechające się usta
I okryte smutkiem oczy

Przez chwilę źle ją oceniał
Myślał, że nie ma serca
Zatraciła gdzieś uczucia
Nienawidzi przyrody
Teraz widział jak na dłoni
Silne poczucie winy
Malujące się w jej łzach
I miłość do wszystkiego
Co zwykło ją dostrzegać

Nagle dziewczynka podniosła się
Podeszła do niego
Z niewinnym uśmiechem na ustach
Zapytał więc kim jest
Z uśmiechem odpowiedziała, że
Każdy nazywa ją w inny sposób
Dla jednych jest matką głupców
By dla innych być ostatnią deską ratunku.

Chwyciła jego zimną dłoń
Spojrzawszy mu w oczy
Powiedziała, że ją stracił
Dla niego umarła już dawno
Chociaż bez niej nie może żyć
Po czym rzuciła się w przepaść.

Tego dnia stracił wszystko
Nadzieja odeszła
Nadzieja umarła.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz