czwartek, 13 stycznia 2011

Pusta - bez miłości


Pusta
Wybrana z emocji
Pozbawiona łez
Pragnąca samotności
Pusta

Tęskniąca za kolorami
W czarno-białym świecie
Szukająca ciepła
W lodowej krainie
Jednak wciąż pusta

Miała oczy ślepca
Podarte ubrania
Pomarszczoną twarz
I puste spojrzenie

Spierzchnięte usta
Trzęsące się dłonie
I rany głębokie
Z których sączyła się krew
Wprost z pustego serca

Potknęła się na krawędzi
Krzyczała spadając w przepaść
Zniknęła nie znalazłszy miłości
Pusta


ONI

Jak mogę ukryć swą prawdziwą twarz
Gdy każdy pragnie zerwać maskę
Jak mogę przyznać się do kłamstwa?
Gdy pod uśmiechem ukrywam smutek

Ale oni próbują…

Chcą wedrzeć się do mojego świata
Wejść w butach utaplanych w błocie
Z ciszy wyrwać moje prawdziwe oblicze
By upokorzyć, zdeptać i zhańbić

Dla własnej przyjemności….

Gdy jak robala wdepczą mnie w ziemię
Wyrwie się mój wewnętrzny krzyk
Słowa niewypowiedziane przetną eter
Ból ściśnie me serce i w ciszy spłyną łzy

Moje życie przestanie mieć znaczenie…



O wschodzie słońca

Mrok zapadł niespodziewanie
Księżyc zabrał sen z powiek
Gwiazdy oświetliły umysł
A przecież powinnam spać

Dlaczego więc nie śnię?

Wiem, że dziś nie zasnę
Choć tak bardzo bym chciała
Jak wczoraj i przed tygodniem
Nie jestem w stanie zmrużyć oka

Błagam o sen…

Nadchodzi nad ranem
Gdy słońce walczy o byt
Powieki robią się ciężkie
Umysł zamiera w bezruchu

Nadchodzi kolejny świt…

Walczę ze snem by zobaczyć wschód
Tak bardzo tęsknię za tą chwilą
Gdy stworzenia dnia budzą się do życia
Jednak powieki są zbyt ciężkie

Umieram… 


Wen

Schwyciłam go w dłonie
Gdy chciał odejść
Złapałam za szyję
Zaczęłam dusić

Wyrwałam wszystkie włosy
I połamałam każdą jego kość
Zakneblowałam mu usta
Gdy krzyczał, że ma mnie dość

Przywiązałam do krzesła
By przy mnie siedział
By mnie nie opuszczał
By podarował mi siebie

Następnego dnia zniknął
Wołałam i błagałam
Płakałam przez dzień cały
Ale on nie wracał

Dziś szukam go wszędzie
Zaglądam w każdy kąt
Nie potrafię pisać
Bo mój “Wen” uciekł stąd!

środa, 12 stycznia 2011

O wschodzie słońca.

Mrok zapadł niespodziewanie
Księżyc zabrał sen z powiek
Gwiazdy oświetliły umysł
A przecież powinnam spać

Dlaczego więc nie śnię?

Wiem, że dziś nie zasnę
Choć tak bardzo bym chciała
Jak wczoraj i przed tygodniem
Nie jestem w stanie zmrużyć oka

Błagam o sen…

Nadchodzi nad ranem
Gdy słońce walczy o byt
Powieki robią się ciężkie
Umysł zamiera w bezruchu

Nadchodzi kolejny świt…

Walczę ze snem by zobaczyć wschód
Tak bardzo tęsknię za tą chwilą
Gdy stworzenia dnia budzą się do życia
Jednak powieki są zbyt ciężkie

Umieram…

poniedziałek, 10 stycznia 2011

Nie patrząc Ci w oczy

Tyle razy powtarzałam
Nie patrząc Ci w oczy
Udając przekonanie
Że już mi nie zależy
Że chcę żebyś odszedł

Nawet jeśli…

Za każdym razem udawałam
Pozorując szczęście
Markując uśmiech
Nie patrząc ci w oczy

A Ty?

Przecież tak łatwo uwierzyłeś
We wszystkie moje słowa
Błysk szczęścia w mym spojrzeniu
I uśmiech na mej twarzy
Tak łatwo uwierzyłeś

A ja?

Za każdym razem
Gdy przestawałeś patrzeć
Zamykałam oczy
Powstrzymując łzy

W samotności…

Zagryzam własne dłonie
Uśmiech nie jest mi potrzebny
Nie muszę znów kłamać
Że już mi nie zależy
Że chcę abyś odszedł

poniedziałek, 3 stycznia 2011

Winna

Przepraszam za to, że czasem język wyprzedzał myśli
Przepraszam, że w bolesnych chwilach nie miałam twarzy pokerzystki
Przepraszam za łzy, które zmuszeni byliście oglądać
Przepraszam, że czasem tak przychodziło mi po pozorach osądzać
Przepraszam za błędy które popełniłam
Przepraszam również za to, że się zagubiłam
Przepraszam za zmuszenie was do zdrady
Przepraszam, że złamałam wówczas wszystkie swe zasady
Przepraszam też za słowa, które z waszych ust wychodziły
Przepraszam, że wiele razy do łez mnie doprowadziły
Przepraszam za wszystkie wasze troski
Przepraszam, że mój uśmiech dzięki wam nie będzie już nigdy beztroski
Przepraszam za to, że gdy świat ranił nie potrafiłam spojrzeć mu w oczy
Przepraszam, że po własnych ścieżkach zwykłam kroczyć
Przepraszam za to, że moje życie wam nie służy
Obiecuję, że kiedy umrę to się nie powtórzy.