wtorek, 29 marca 2011

Wciąż wierzę

Wciąż wierzę.
Tak trudno przyznać się do własnych marzeń
Wyznać, że wciąż z głową w chmurach chodzę
Spojrzeć w oczy światu, by wykrzyczeć
Wciąż wierzę w to, że wszystko się ułoży!

Tak bardzo pragnę zamknąć oczy
Wymazać ze swej pamięci
Wszystko to, co sprawiło ból
Choć wiem, że to niemożliwe

Mimo to, wciąż się uśmiecham
Biorę z życia to, co mi daje
Wciąż w głębi serca mam marzenia
Te których się nie wyrzeknę

Wciąż wierzę w miłość
Nawet jeśli nie przynosi kwiatów
Wciąż wierzę w szczęście
Nawet jeśli rzadko się uśmiecha

Chociaż wiem, że Matką Głupich ją zwą
Trzymam się jej czułych, matczynych ramion
Ze łzami w oczach błagam, by została
Bo bez niej życie staje się pustką

Wciąż trzymam jej dłoń
Nie potrafię wyrzec się nadziei
Wciąż się uśmiecham
Wierzę, że błędy da się naprawić

środa, 23 marca 2011

Byłam

Byłam gdy mnie potrzebowałaś
Wyciągałam pomocną dłoń
Widząc Twoje spływające łzy
Nie brakowało mi odwagi
Gdy przyszło stanąć w Twej obronie

Ty mnie zraniłaś

Pewnego dnia nadzieja umarła
Pogrzebałam ją w popiołach
Tego, co kiedyś było przyjaźnią
Co łączyło mnie i Ciebie
Pogrzebałam naiwność

Bardzo bolało

Widziałam twoją rozbawioną twarz
Gdy patrzyłaś na moje łzy
Potrzebowałam twojego wsparcia
Ty odwróciłaś się, od tak
Jak wszyscy inni

Zgubiłam zaufanie

niedziela, 20 marca 2011

INNA BAJKA


Patrzę z uśmiechem w błękit nieba
Bo chcę napisać coś pięknego
Bo do szczęścia niewiele trzeba
Prócz  losu Ci sprzyjającego

Uśmiecham się wdzięcznie do słońca
Które zachęca promieniami
Do bycia sobą bez końca
Do brania życia garściami

Chwytam w dłoń białą różę
Która samotnie w ogrodzie rosła
Wiem - postarać się muszę
By ma opowieść duszę uniosła

Więc moja historia tak się zaczyna
Za górą, za lasem, morzem szerokim
Był Książę i była młoda dziewczyna
W oddali czaiły się również smoki

Pięknością i dobrocią Aniołom dorównywała
Niestety w biednej wiosce, gdzieś na uboczu mieszkała
Bogaty, rozpieszczony Książę był mniej cnotliwy
Liczyło się dla niego tylko by był szczęśliwy

Ich drogi splotły się niespodziewanie
Książę dostrzegł na swej drodze Anioła
Nie był pewien czy to już zakochanie
Czy takiej urodzie oprzeć się zdoła

Mała Księżniczka - zwykł nazywać ją
Przystojny Książę jak uroczy sen
Chciała mu ofiarować rękę swą
Lecz znikał zawsze gdy nadchodził dzień

Gdy gwiazdy niebo oświetlać miały
Księżyc jedynym światkiem był
Ich ciała i umysły znów się spotykały
Lecz Książę nadal coś przed nią krył

Pewnego dnia usłyszała tę straszną wieść
W zamku odbyły się zaręczyny
Nie wiedziała czy zdoła to znieść
Książę całował usta innej dziewczyny

Naiwna Biedaczka i Książę szelma
Nadzieja płocha i wielka miłość
Mimo bólu wiedziała, że musi być dzielna
Choć dla niej złamanym sercem się to skończyło

Jednak po latach życie Biedaczki się zmieniło
Pojawił się mężczyzna jak Anioł dobrotliwy
Teraz radością jest to co kiedyś bólem było
Jedynie Książę w zamku swym przestał być szczęśliwy

czwartek, 17 marca 2011

Już nie...

W ciemnościach skrywam płynące łzy
Nie mówię nikomu, gdy boli
Nie krzyczę gdy coś idzie źle
Z kieszeni sypię kłamstwami

Nie wierzę już w spadające gwiazdy
Które życzenia me spełniać miały
Nie wierzę w czterolistną kończynę
Której niegdyś szukałam wśród traw

Uśmiecham się, gdy tak trzeba
Przez sitko kultury cedzę słowa
Szczerość chowam na końcu języka
Wiem jak rani ludzka mowa

Nie biegam boso wśród świeżo ściętych traw
Nie łapię już spadających płatków śniegu
Własne sny schowałam w starej szkatułce
Klucz ukryłam gdzieś na dnie serca swego

Jedynie czasem ten nieznany ból serce ściska
Bo wiem, że dorosłam, po drodze gubiąc marzenia

środa, 16 marca 2011

Marionetka

Marionetka

Czuję ten dotyk na mojej skórze
Chłód wciąga mnie coraz głębiej
Moje ramiona rozpostarte szeroko
To nie skrzydła, a jednak latam
Na powierzchni unosi się moje ciało
Pode mną tylko ból i rozpacz
Jestem słaba - a jednak walczę

Unoszę się wyżej wstrzymując oddech
Rozgarniając drżącymi dłońmi uczucia
Nie jestem stworzona dla pustki i samotności
Tak o mnie mówiłeś, a ja ci uwierzyłam
Jednak wciąż są ze mną, tuż obok
Mocnym uchwytem łapią palce moich stóp
Próbują ściągnąć mnie w dół, jeszcze głębiej
Są silne - a jednak jestem silniejsza

Powiedziałeś mi, że to jedyny sposób
Rozłożyć ramiona jak skrzydła
Pazurami rozdzierać serca
Prośby o pomoc zbywać
Obojętnym wzruszeniem ramion
Udawać niewzruszoną na krzyk
Obojętną na smutek
Starać się nie utonąć
Brnąc do celu z całych sił
Zabijając siebie -krzywdząc innych

Powiedziałeś mi, że tak będzie dobrze
Obiecałeś, że dzięki temu będę szczęśliwa
Obojętność miała być obroną przed bólem
Więc serce schowane w zaciśniętej dłoni trzymam
"Dzięki temu nikt cię nie zrani"
Tak brzmiały twoje obietnice

Dlaczego więc czuję, że tonę?
Moje serce bije wciąż
Jednak innym rytmem
Znikła dawna harmonia
Melodia miłości

Wciąż jestem obok
Ale jakby zraniona
Jakby martwa
Nawet łzy nie płyną
Usta się nie śmieją
Czy to już koniec?

Byliśmy tacy szczęśliwi
Jednak coś w nas nagle zgasło
Ogień zniknął wraz z uczuciem
Zbudowaliśmy domek z kart

Jak długo wytrzymam chłód
Przecież wiesz jak nie lubię zimy
Pragnę znów poczuć ciepło
Promienie słońca na swojej skórze
Twoje czułe spojrzenia
Dlaczego więc ofiarujesz mi lód?

Zmarznięta pragnę szukać ocalenia
W twoich zimnych oczach
Chociaż wiem, że tam go nie znajdę
A może powinnam się poddać?

Może powinnam…
Pozwolić temu umrzeć…

poniedziałek, 7 marca 2011

Patrzył na dziewczynkę siedzącą pod dębem
Orzechowe włosy rozwiewał wiatr
Twarz skryła w drżących dłoniach
Miał wrażenie, że płakała
Czy mógł być to tylko śmiech?
Czy śmiała się właśnie z niego?

Kiedy podniosła wzrok
Spojrzała w jego stronę
Dostrzegł w niej
Dogasający blask
Uśmiechające się usta
I okryte smutkiem oczy

Przez chwilę źle ją oceniał
Myślał, że nie ma serca
Zatraciła gdzieś uczucia
Nienawidzi przyrody
Teraz widział jak na dłoni
Silne poczucie winy
Malujące się w jej łzach
I miłość do wszystkiego
Co zwykło ją dostrzegać

Nagle dziewczynka podniosła się
Podeszła do niego
Z niewinnym uśmiechem na ustach
Zapytał więc kim jest
Z uśmiechem odpowiedziała, że
Każdy nazywa ją w inny sposób
Dla jednych jest matką głupców
By dla innych być ostatnią deską ratunku.

Chwyciła jego zimną dłoń
Spojrzawszy mu w oczy
Powiedziała, że ją stracił
Dla niego umarła już dawno
Chociaż bez niej nie może żyć
Po czym rzuciła się w przepaść.

Tego dnia stracił wszystko
Nadzieja odeszła
Nadzieja umarła.