niedziela, 31 października 2010

Dziedziczka czystej krwi

- Jak wielką cenę jesteś zdolny zapłacić za jej życie?
    - Wszystko! - załkał chłopiec chowając twarz w dłoniach - tylko ona mi została!
    - Mogę ją uratować, ale przez wiele lat nie będziecie mogli się spotkać. Będzie musiała zostać ze mną. -     powiedziałam z trudem powstrzymując łzy. Byłam bardzo miękka jak na wampira. Uczuciowa niemal tak bardzo, jak zwykły śmiertelnik.
    - Nie ważne - odpowiedział hardo chłopiec - kiedyś i tak ją spotkam. Rodzice kazali mi ją chronić.
    Chwyciłam w dłoń jego nóż, lecz rękojeść stworzona ze specjalnego materiału jedynie poparzyła moją skórę. Nie byłam w stanie sama przebić sobie jednej z żył, więc spojrzałam pytająco na chłopca, po czym wyciągnęłam w jego stronę nadgarstek i rozkazałam:
    - Przetnij.
    - Ale ja nie mogę pani zranić, pani jest dobra… to mogłoby panią zabić.
    - Jestem dzieckiem czystej krwi maleńki - zaśmiałam się smutno - będę cierpiała najwyżej kilka dni, nie umrę.
    - Obiecuje pani? - zapytał chłopiec ściskając w dłoni rękojeść noża - nie chcę, by pani umarła. Pani jest dobra.
_________________________________________________________________________

TAK JAK OBIECAŁAM - KRÓTKI FRAGMENT Z PROLOGU OPOWIADANIA :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz